Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Kind of Magic.

2. Wzgórze


-Idziesz już?- Maya spojrzała z wyrzutem na ciemnowłosego chłopaka. Nie chciała, by szedł. Szczerze mówiąc- upajała się każdą z nim spędzoną chwilą, a wizja rozstania zdawała się być tragedią.
-Taak, rozpoczęcie i te wszystkie organizacyjne bzdury się już skończyły, więc nic tu po mnie.- Odparł beznamiętnie Blake, pakując rzeczy do skórzanej torby.
W sali było poza nimi jeszcze kilka osób kręcących się bez celu. Wszyscy głośno dyskutowali o minionych wakacjach i dzielili się wspomnieniami jak jakimiś zakąskami. Im dalsza podróż tym większy prestiż ze strony otoczenia.
-Mógłbyś pójść gdzieś z nami.. Idziemy się przejść, pogadać i w ogóle.. W końcu dawno się nie widzieliśmy.- Pochyliła się nad siedzącym chłopakiem.- Prooszę.
Blake podniósł wzrok i pierwszy raz od początku tej rozmowy spojrzał dziewczynie w oczy. Były duże, chociaż ostro zarysowane kąciki sprawiały wrażenie skośnych. Krótkie, kruczoczarne włosy otulały jej delikatną twarz niczym rama, tworząc ciekawy i warty podziwiania obraz. Można było odczytać z niego wiele informacji, chociażby, że niesamowicie jej zależy na towarzystwie kolegi.
-Nie chcę.- Oznajmił zimnym, beznamiętnym głosem, po chwili dodając.- Jestem zmęczony.
-Rozumiem...
Pożegnał się grzecznie z klasą i wstał. Leniwym krokiem podszedł do obdrapanych drzwi, po czym rozejrzał się w obie strony. Upewniwszy się, iż nikt nie czyha za rogiem wyszedł z sali.
Podążając korytarzem, błądził wzrokiem po brudnych ścianach, starając się znaleźć choćby cień czegoś ciekawego. Niestety czekało go rozczarowanie, gdyż nie działo się absolutnie nic. Było najzwyczajniej w świecie nudno. Po prostu klasyczny pierwszy dzień, który zapowiadał spotykanie wszystkich tych klasowych idiotów praktycznie codziennie, aż do ferii. Blake zmarszczył brwi. Lekko go to przygnębiło. Zgarbiony, zaczął przyglądać się wyłaniającym się naprzemiennie czubkom swoich butów. Torba delikatnie obijała się o jego pośladek, w rytmie stawianych przez niego kroków. Sam nie zauważył, gdy wreszcie udało mu się opuścić budynek szkoły i doszedł do najbliższego swemu sercu miejsca.
Znajdywało się ono niedaleko obrzeży miasta. Niewielki pagórek, na którym rosło się kilka drzew i stała część muru otaczającego cmentarz. Jak na ironię, po drugiej stronie ciągnęła się drobna polana ucięta przez zniszczoną drogę, za którą to drogą, można było zaobserwować plac zabaw zaczynający miasto. Dość zabawne szyderstwo władz miasta, postawić symbol śmierci i przemijającego czasu, nieopodal tętniącego życiem i młodością.
Słońce świeciło dziś wyjątkowo nieśmiało. Można by rzecz, bardziej niż zwykle o tej porze roku.
Blake rozsiadł się na dość szerokim cmentarnym murze i wpatrywał się beznamiętnie w huśtające się na huśtawce dzieci. Wszystko dla nich było takie proste. Wyrażanie emocji, poznawanie nowych ludzi, szczerość.. Nie musiały się bawić w te wszystkie pozory tudzież w bliższe zapoznawanie się. Wystarczyło znać swoje imię i nazwisko, a drzwi do zabawy z rówieśnikami były otwarte. Oczywiście nawet u dzieci zdarzają się przypadki, z którymi niewiele osób chce się bawić. Tak zwane rozrabiaki, które przez kompleks mniejszości chcą wykazać swą przewagę siłą.
-Znowu tu przesiadujesz?- Blake oderwany od swych rozmyślań wyjrzał zza swej długiej grzywki. Znał ten głos. Towarzyszył mu on od lat.
-Taak. –Powiedział szorstko.- Lubię to miejsce.
Stał drobną chwilę nieruchomo, po czym usiadł na marmurze. Poczuł zimno, jednak zbytnio się tym nie przejął. Spojrzał jedynie na przyjaciela siedzącego tuż obok. Długie, ciemne włosy zasłaniały większość jego twarzy. Dostrzec można było jedynie jego mocno zarysowany podbródek i głęboko osadzone ślepia, które błyszczały smutno pogrążone w rozmyślaniach dla większości, w zasadzie dla wszystkich, niedostępnych.
-Ja też je lubię.- Odparł cicho Tyler.- Pomyśleć, że kiedyś to my beztrosko biegaliśmy po tej polanie.
-Hm..- Blake zamknął oczy, by móc przywołać obrazy tamtych dni. Na kilka sekund się uśmiechnął, po czym na jego twarzy pojawił się ten sam grymas co wcześniej.- To były fajne czasy. Wszyscy byliśmy tacy.. pełni życia.
Trwali chwilę w milczeniu. Wtem Blake poczuł zimny dreszcz przechodzący jego ciało. Jego oddech przyspieszył. Tayler delikatnie przejeżdżał rozgrzanymi palcami po jego zmarzniętych plecach. Zdziwiony szatyn spojrzał w stronę przyjaciela, a ten uśmiechał się tylko i cicho szepnął..
-To nie były, a fajne czasy.. Tylko, że to zależy od nas jak to wszystko postrzegamy.
Blake poczuł nagle przypływ ciepła. Jednak nie było ono przyjemne, a wręcz parzące. Jakby coś wypalało mu wnętrzności. Nerwowo odepchnął rękę przyjaciela.
-Wiesz.. W zasadzie powinienem już iść.


chwilami 12/10/2009 21:16:23
komentarzy 2 Komentuj

Sztuczki





Iluzjonista



Napisz do mnie
Pokochaj
396

Widzowie


Dopisz
Przejrzyj
Wpisów: 1

Karty


Rozdział I

Wystrój


Autorstwa Shiro.
Więcej w Pracowni.